Zdobyć przestworza w »bani powietrznej«. Balony w dawnej Rzeczpospolitej

Zdobyć przestworza w »bani powietrznej«. Balony w dawnej Rzeczpospolitej

Człowiek od najdawniejszych czasów snuł fantazje o umiejętności latania. Utrwalony w naszej zbiorowej tożsamości grecki mit o Ikarze i Dedalu, którzy za pomocą sztucznych skrzydeł wznieśli się w powietrze, działał na wyobraźnię kolejnych pokoleń Europejczyków. W drugiej połowie XVIII wieku człowiek zrobił wielki krok w kierunku opanowania przestworzy, a Europa oszalała na punkcie nowego fenomenu: baloniarstwa.


Joseph Michel oraz Jacques Étienne Montgolfierowie o papierze wiedzieli wszystko. Ten surowiec produkowany w ich rodzinnej manufakturze na południu Francji stanowił dla nich nie tylko źródło dochodu, ale również materiał dzięki któremu mogli wyrażać swoją twórczą energię.  Joseph-Michel  konstruował latawce i prymitywne spadochrony, ale największy wynalazek braci był po trosze dziełem przypadku. Inspiracją była obserwacja ognia i unoszących się nad nim drobinek pyłu. Podążając za tą myślą, skonstruował urządzenie z drewna i tkaniny, pod którym rozpalił ogień. Dzięki gorącemu powietrzu, niewielka konstrukcja uniosła się w górę. Joseph Michel wpadł w euforię; szybko poinformował brata o całej sprawie i we dwoje tworzyli coraz większe balony. 4 czerwca 1783 roku w pobliżu miasta Annonay, bracia po raz pierwszy publicznie pokazali światu możliwości swojego wynalazku. Unoszący się w powietrzu 10 minut balon wzbudził zachwyt wśród obserwujących.

Lot balonu braci Montgolfier. Źródło: Polona.pl

Wieści o niezwykłym dokonaniu braci Montgolfier szybko dotarły do samego Wersalu. Zaciekawiony król Ludwik XIV wezwał wynalazców na swój dwór, aby samemu przekonać się o prawdziwości tych doniesień. 19 września 1783 roku przed królewskim pałacem bracia wypuścili w powietrze balon nazwany Aérostat Réveillon, który uniósł na swoim pokładzie trzech pasażerów: owcę, kaczę oraz koguta. Cała załoga wylądowała bezpiecznie, zaś król nakazał braciom dalsze eksperymenty. Kwestią czasu było wzniesienie się w przestworza pierwszego człowieka. Tego czynu dokonał Jacques Étienne już 15 października 1783 roku, unosząc się na pokładzie barwnego balonu na paryskich przedmieściach. Doniesienia o tych sensacyjnych dokonaniach rozniosły się po całym kontynencie, a bracia Montgolfier znaleźli licznych naśladowców. Wszędzie pojawiali się aeronauci, jak niegdyś nazywano lotników balonowych.

Wieści szybko dotarły również do Rzeczpospolitej. W Gazecie Warszawskiej z listopada 1783 roku znajdujemy następującą notatkę: 

Czas pogodny, który tu [tj. w Paryżu] mamy od 7. do 8. dni pozwolił J.Panu Montgolfier czynić swoje doświadczenia: niewielu one miały świadków; machina jego utrzymywana za każdym razem powrozami, podnosiła się do 30. do 40. i aż do 50. stóp. Jeden z rzemieślników, jako też i pan Pilsastre du Rosier, i sam nawet J. Pan Montogolfier, kilka razy z tą machiną podnosili się. (…) Już tedy tym sposobem jak się pokazuje, dokazano tego, iż można jak chcą tę machinę i podnieść i spuścić; zostaje teraz ten sekret do odkrycia, aby ją można było kierować linią horyzontalną, a mianowicie aby można odnawiać gaz taką materią, któraby dawała płomień żywy i jasny bez żadnego dymu i dłużej nieco trwający nad płomień z słony zapalonej.

Pionierzy polskiego baloniarstwa

Bardzo szybko opowieści o eksperymentach z balonami we Francji zawładnęły wyobraźnią wielu polskich badaczy i naukowców. Już na początku 1784 roku podjęto w Krakowie pierwsze udane próby ze wzniesieniem balonu. Pionierami polskiego baloniarstwa byli profesorowie krakowskiej akademii: 

Jan Śniadecki: wszechstronny naukowiec, filozof i pedagog. Po powrocie do kraju po naukowej podróży po Europie, Śniadecki został profesorem Uniwersytetu Krakowskiego, który od czasów reform przeprowadzonych przez Komisję Edukacji Narodowej nosił nazwę Szkoły Głównej Koronnej. Jego wielką pasją była astronomia, zainicjował powstanie obserwatoriów w Krakowie oraz Wilnie.
Jan Jaśkiewicz: lekarz i naukowiec, którego głównymi dziedzinami zainteresowań była chemia i geologia. Był profesorem w Szkole Głównej Koronnej. Propagator idei Oświecenia oraz nadworny lekarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pierwszy dyrektor Ogrodu Botanicznego w Krakowie.
Franciszek Scheidt: Fizyk, chemik i botanik, który rozwinął uniwersytecki ogród botaniczny. Jak podaje Encyklopedia Krakowa, Scheidt wyhodował w nim banany, które przesłał królowi Stanisławowi Augustowi.
Jan Szaster: Lekarz i farmaceuta o francuskich korzeniach, w Krakowie prowadził aptekę Pod Złotą Głową.

Widok Krakowa wg. rysunku F.B. Wernera, połowa XVIII wieku. Źródło: Zbiory cyfrowe Muzeum Narodowego w Krakowie.

Pierwszy lot balonu ogrzewanego gorącym powietrzem zorganizowano w styczniu 1784 roku na Wesołej, czyli obszarze położonym na wschód od Starego Miasta. Tutaj znajdował się uniwersytecki ogród botaniczny, z którym związani byli konstruktorzy balonu. Wśród zgromadzonych obserwatorów znajdował się sam król, żywo zainteresowany nowinkami technicznymi. Cały eksperyment miał oprawę spektaklu. Ponowne próby z papierowym balonem panowie wykonali w kwietniu tego roku, a swoje doświadczenia  opisali w fantastycznej broszurze zatytułowanej Opisanie doświadczenia czynionego z banią powietrzną. Już pierwszy akapit wyraża entuzjazm i nadzieję związana z rozwojem nauki: 

Doświadczenie z Banią Powietrzną będąc jedno z najwspanialszych dla oka, przynosi wiele chwały ludzkiemu rozumowi stąd, że człowiek używszy jednego żywiołu na podbicie sobie drugiego, znalazł przystęp do głębi Atmosfery całą ziemię oblewającej, który mu wszystkie prawie własności jego Machiny zamknęły; ale przynieś jeszcze może więcej chwały przez użycie, które stąd wyniknąć może dla towarzystwa kiedy talent wsparty pomocą Nauk Fizycznych i Matematycznych, ożywiony korzyścią sławy, tknięty pożytkami Powszechności, przyłoży się szczęśliwie do pokonania wielu jeszcze zastępujących trudności.

Dalej badacze opisują, jak trzy miesiące przygotowywali się do przeprowadzenia eksperymentu. W 1784 roku istniały dwa sposoby poruszania balonu. Pierwszy z nich wykorzystali bracia Montgolfier i polegał na użyciu samego ognia żywego, roznieconego i utrzymywanego przez ciała palne bardzo wysuszone. Najlepszym paliwem miało być suche drewno bukowe. Drugi sposób był inwencją Jacquesa Charlesa, który 27 sierpnia 1783 na Polu Marsowym wypuścił balon napełniony wodorem.

Rysunek przedstawiający lot Jacquesa Alexandre Charlesa w przygotowanym przez siebie balonie napełnianym wodorem, tzw. szarlierze. Lot odbył się w towarzystwie braci Robert, a balon wzniósł się z ogrodu w Tuileries. Źródło: Polona.pl

Dlatego balony napełnione gorącym powietrzem nazywano montgolfierami, a wodorem – szarlierami. Uczeni wykonali szereg obliczeń matematycznych, aby upewnić się, że skonstruowana przez nich machina z sukcesem wzniesie się w powietrze. Balon unoszący się nad Krakowem był widziany w całej okolicy; podobno nawet w Wieliczce. 

Wyszło dla dni kilka publiczne obwieszczenie, po rogach ulic i miejscach publicznych rozbite, ostrzegające Publicum Królewskie i nastąpić mającem doświadczeniu w pierwszy dzień spokojny i pogodny, który miał być przez trzy strzelenie z Moździerzy o godzinie siódmej z rana ogłoszony. Do pierwszych Domów rozesłane były Bilety dające przystęp do dziedzińca ogrodu Botanicznego, gdzie się Balon wypełniał. (…)

O godzinie 10 z rana po danym drugim odgłosie, Banię po krążkach do góry wyciągnioną, zaczęto wypełniać. Naprzód kilka wiązek dobrze wysuszonej słomy w ręku zapalone trzymane były w otworze Machiny, aby wierzch jej opadły, podniósł się, i bez naruszenia, kolumnę płomienia przypuścił (…). Cała Machina od trzymających puszczona, z wielką wspaniałością przy okrzykach wszystkich Spektatorów w górę podniosła się, a ulatując, coraz bardziej swego do góry przyspieszała biegu. 

Kto pierwszy wzbił się w przestworza w Rzeczpospolitej?

Jeszcze kilka lat trzeba było poczekać na pierwszy lot załogowy na terenie Polski. Sztuki tej dokonano 10 maja 1789 roku, a śmiałkiem był francuski wynalazca i showman, Jean-Pierre Blanchard, który w lot wybrał się razem ze śpiewaczką Joanną Cymerman. Po licznych podróżach, ten awanturniczy i żądny sławy Francuz przybył do Warszawy w 1789 roku. 10 maja w warszawskim ogrodzie Foksal, pod bacznym okiem licznych obserwatorów z królem na czele, przygotowano aerostat do lotu. Blanchard wzniósł się powietrze o godzinie 13:15 i dryfował przez 49 minut, po których wylądował w lesie na Białołęce, po drugiej strony Wisły. Podobnie jak w Krakowie, niezwykłe wydarzenie zostało zapowiedziane przez wystrzały armat. W ówczesnej prasie (Gazeta Warszawska, 13 maja 1789 roku) skrupulatnie odnotowano: 

Sławny z Powietrznego Żeglowania JP. Blanchard, rodem Francuz, z Miasta Calais, pensjonowany od Króla Jmci Francuskiego, wielu Akademii Towarzysz, uczynił Stolicy tutejszej Dziwny Widok, odprawując swą (już to trzydziestą czwartą) Powietrzną Podróż (…) Wsiadł do swej Łódki, w Kompanii z tąż samą Francuską Damą, która z nim podobne po powietrzu Żeglowanie dawniej już w Metz odprawowała, i teraz się w Warszawie znajdowała. 

Medal wybity z okazji przelotu Blancharda w Warszawie. Źródło: zbiory cyfrowe Muzeum Narodowego w Warszawie

Tego samego dnia pan Blanchard i pani Cymerman zostali podjęci z wielką pompą w warszawskim teatrze, a w loży przygotowanej dla nich znajdowała się atrapa balonu, z którego w odpowiednim momencie wysypały się francuskie wiersze wychwalające aeronautów. Jeden z nich brzmiał następująco: Próżno się zmniejsza w oczach, ten, co Gwiazdy ściga; tym większy w naszych myślach, im mniej się w oczach miga. Specjalnie na tę okazję wybito pamiątkowy medal z wizerunkiem lotnika oraz wyobrażeniem lotu balonem. Umieszczono na nim łacińską inskrypcję: Nieustraszony nie lęka się losu Ikara. Czy został on stworzony z rozkazu króla, czy może była to inicjatywa samego Blancharda? Nie wiemy, ale biorąc pod uwagę że Francuz uwielbiał robić wokół siebie szum i otoczkę niesamowitości, druga opcja wydaje się bardziej prawdopodobna. 

Blanchard spędził w Warszawie kilka dni, podczas których pokazał również spadochron swojego pomysłu. Raz jeszcze Gazeta Warszawska:

Dnia dzisiejszego w wieczór, o godz. 5., tenże JP. Blanchard, na pożegnanie się z Obywatelami Warszawskiemi, chce w tymże Foxhalu pokazać Doświadczenie swego Parachut, to jest obszernego Parasoniku, z którym z największej wysokości można na dół spuścić się, bez żadnej na zdrowiu szkody.

Jan Potocki, pierwszy polski aeronauta 

To Blanchardowi zawdzięczamy również podróż powietrzną pierwszego polskiego aeronauty. Był nim Jan Potocki, który towarzyszył Francuzowi w przelocie odbytym 14 maja 1790 roku, niemal rok po pierwszej wizycie odważnego Francuza nad Wisłą. 

Kim był Jan Potocki? Ta niezwykle ciekawa osobistość dzisiaj znana jest przede wszystkim z napisania Rękopisu znalezionego w Saragossie. W istocie losy Potockiego mogłyby być kanwą do serialu bądź filmu. Ten starannie wykształcony arystokrata dzieciństwo spędził za granicą, gdzie odbył również epizod służby wojskowej w armii cesarskiej. Większośc czasu spędzał jednak na podróżach, w tym do krajów Orientu: Maroka, Turcji i Egiptu. Potockiego pchała niezwykła ciekawość świata oraz zacięcie etnograficzne i archeologiczne. Uwielbiał wszystkie starożytności i nie szczędził środków, aby zobaczyć jak najwięcej. Prowadził awanturnicze życie pełne przygód: w pewnym momencie na okrętach kawalerów maltańskich walczył z piratami na Morzu Śródziemnym! Przemierzał Egipt w ogolonej głowie w stroju druzów, i z zachwytem oglądał kolejne zabytki, w tym, rzecz jasna, piramidy starożytnych faraonów oraz posąg Sfinksa. Zgodnie ze zwyczajem (co dzisiaj może nas szokować) pozostawił po sobie pamiątkę: 

Arabowie wiedząc że przejeżdżający radzi są pisać imiona swoje na wnijściu piramidy, przynieśli mi kolec którym ja wyryłem ten wiersz z poema Ogrodów: Gmachy te nie wzruszone sam czas zmordowały. Jakimże budowlom bardziej jest ten napis właściwy? 

– Jan Potocki

Po licznych wojażach i pobycie w Paryżu Potocki wrócił do kraju. Od tej pory w ojczyźnie prowadził ekscentryczny tryb życia, chociaż, co zanotowano z pewnym zdziwieniem, zaczął nosić polski strój narodowy. 

Potocki odpowiadał również za konstrukcję balonu, a materiał miał ponoć przywieźć ze swoich zagranicznych wojaży. Do produkcji miano zatrudnić osiemnastu rzemieślników! Do gondoli balonu Blancharda Potocki nie wszedł sam: towarzyszył mu jego turecki służący, Ibrahim, oraz biały pudel. Po raz kolejny aeronauci poszybowali nad Warszawą, obserwowani przez tłumy ciekawskich. Po udanym przelocie aerostat wylądował na Woli. 

Baloniarstwo inspirowało również poetów. Stanisław Trembecki (bądź Adam Naruszewicz, badacze nie są zgodni co do autora wiersza) napisał w utworze Balon

(…)

Zbywają dzikiej mocy żywioły

Pod jego dzielnym rozkazem,

Leniwe woda opuszcza doły,

A góry ścielą się płazem.

Tego się styru w pogodnej porze

Gdy ujął mężny Sarmata,

Choć go opuścił i wiatr i zorze,

Już wolniej sobie polata.

Wszystko zwyciężysz, łódko szlachetna,

Na ciosy przeciwne twarda;

Statek twój sława uwieczni świetna

Chlubniej niż podróż Blanszarda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *